Rolety bambusowe z juty24

artykuły, ciekawostki

Opowieść pewnego ślubu

Niedawno uczestinczyłem w ślubie moich przyjaciół.
Jako wierzący inaczej bardziej interesowało mnie wszystko dokoła.
To, ktoś się spóźnił, to komuś z zainteresowania przymknęło się oko,
czy ministrant biegający ślamazarnie pomiędzy ławami z tacą na drobne.
Czy też babcie, ciocie i wujkowie, którzy cały ten szoł starali się uwiecznić
W pewnym momencie moją uwagę przykuł wynajęty fotograf ślubny.
Poruszał się niepostrzeżenie po kościele. To tu z zakamarka pstryknął fotę.
To wdrapał się na górną nawę. To cicho w koncie oparty o statyw gdzieś tam sobie celował.
Niby nic, jednak zadziwiło mnie jak on robi foty, skoro nic mu nie mryga, a rodzinne aparaciki mrygają, że aż jasno się robi przed oczami.
Powiem jeszcze że w kościele najjaśniej nie było.
Upłynął jakiś moment, młodzi przyjechali z miodowego, zobaczyliśmy się więc,
żeby pochwalili się pamiątkami.
Na początek poszły zdjęcia z podróży poślubnej. Urocze plenery i oni, zakochani.
Później ślub i wesele – najpierw męka przy masie fotek z familijnych
aparacików. Co drugie nie ostre, to ciemne że nic nie widać lub błysk z flesza
przesłaniał całe zdjęcie. Na koniec wyciągnęli piękny skórzany klaser. Nie było
w nim masy zdjęć, tylko parę, bądź kilkadziesiąt. Oglądanie jego nie było nudną drogą przez mękę.Każda fotka czytelna, piękna, opowiadająca historię. Wszystkie nie za ciemne, nie za jasne, wyraźny pierwszy i drugi plan.
Wyraźni bohaterowie każdego zdjęcia.
Patrząc na ten album przypomniałem sobie dyskretnego fotografa,
robiącego zdjęcia z oddali, bez błysków i fleszy. Mogę stwierdzić, że profesjonalna
fotografia ślubna, to zarówno trudne rzemiosło jak i odrobina sztuki.

 

 

Leave a Reply